Wiele szumu o?

Image

Do wielkich powrotów po latach zawsze podchodzę z dużym dystansem, dlatego nie oczekiwałam najnowszej płyty Bowiego jakoś szczególnie. Prawdę mówiąc nie jestem też jego wielką fanką. W stosunku do “The Next Day” nie miałam żadnych oczekiwań, nie mogę więc mówić o rozczarowaniu (w żadnym tego słowa znaczeniu). 

Nie zachwycił mnie ten album i musiałam użyć dużo silnej woli, aby przesłuchać go w całości. Zapewne dla wielu fanów będzie on miał jakąś szczególną aurę, niepowtarzalny klimat. W moim odczuciu jest zwyczajnie nudny i wokalnie pozbawiony energii. Nie można jej jednak odmówić warstwie instrumentalnej, gdyż w niektórych momentach warto podkręcić głośniki, ale nie dla wspaniałego głosu Bowiego. 

Intrygowały mnie tytuły “How does the grass grow”, “Dirty Boys”, “I’d rather be high” czy “Set the world on fire”, ale na fajnym tytule się kończy. W moich uszach Bowie brzmi jak zmęczony życiem człowiek, który lata świetności ma już dawno za sobą, ale nie potrafi się z tym pogodzić i walczy o ostatnie drgnienia kariery. Ciężko mi się tego słucha, bo wzbudza we mnie jakiś dziwny rodzaj współczucia dla człowieka, który z nieznanych mi powodów musi robić coś, czego chyba wcale nie chce. 

Chciałabym napisać coś pozytywnego, bo tak może wypada, ale nie potrafię. Może czasem lepiej jest dla niektórych artystów zniknąć w odpowiednim momencie i zostawić swoim fanom niedosyt zamiast na siłę karmić ich przeżutą papką?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: