Nieznajomy

ImageImage

Utarło się już kilka schematów tego jak zrobić/ nie zrobić karierę/y po wygraniu/ uczestniczeniu w talent show. Są Alicje Janosz, które nagrywają piosenkę o jajecznicy i chociaż po wielu latach wracają z ambitniejszymi propozycjami, to cały czas ciągnie się za nimi zapach smażonych jajek. Są Szymony Wydry, którzy zakładają zespół, kilka lat nagrywają lepsze i gorsze piosenki, istnieją w ogólnie pojętym show bizzie i bez spektakularnych sukcesów znikają. Są też Moniki Brodki, które początkowo wstępują na najgorszą z możliwych drogę, aby w porę zorientować się, że trzeba zjechać z autostrady i podążać bardziej dziurawą krajówką, aby dotrzeć do upragnionego celu. Są wreszcie Eneje, które spektakularnie i z przytupem wdzierają się na scenę i do polaczkowych serc, żeby trochę potupać (najlepiej w tym samym rytmie) i odejść w zapomnienie.

Za każdym razem, kiedy jakaś edycja talent show dobiega końca zastanawiam się, co się stanie z “artystą”, który wygrywa. Dla niektóych jest za wcześnie na jakąkolwiek karierę, inni nie mają nic do powiedzenia, poza powtarzaniem tego, co ktoś dla nich napisze, jeszcze inni, chcąc szybko zaistnieć, gubią się na krętych ścieżkach “kariery”. Kiedy ten gówniarz, bo tak można powiedzieć o człowieku, który dopiero co zdał maturę, wygrał X-Faktora pomyślałam, że to najgorsze co mogło mu się przytrafić. Dlaczego? Widziałam tą bandę pseudo- menagerów, mówiących mu co ma śpiewać, jak brzmieć, jak wyglądać, co jeść itd. Bałam się, że jego nieprzeciętna wrażliwość, ogromna świadomość muzyczna i, paradoksalnie, dojrzałość zostaną zjedzone przez szołbiz. Byłam prawie pewna, że wybierze któryś ze schematów i zaproponuje nam jakieś tanie i chwytliwe melodyjki, zasypie internety informacjami o swoim życiu i będą do niego wzdychać tylko czternastolatki.

On jednak odczekał, nie pchał się od razu na scenę wykonując popiszczowe byle co. Podejrzewam, że łatwo nie było, bo efekt finalny jest zaskakująco dobry i nieprzyzwoicie niepasujący do tego, co dzisiaj masowa publiczność uważa za atrakcyjne. “Comfort i Happiness” Dawida Podsiadło na pewno stanie się jedną z moich ulubionych płyt najbliższych kilku miesięcy. Nie tylko ze względu na “nieczysty” i “leniwy” wokal, który uwielbiam, nie tylko ze wzlędu na to, że nie takiej płyty się spodziewałam, ale głównie dlatego, że jest tam po prostu czego posłuchać. Ciekawe aranżacje, “nowatorska” budowa utworów, pozostawiająca niedosyt i przede wszystkim nieoczywiste teksty, które każdy może interpretować na swój własny sposób.

Mam wrażenie, że jestem nieznajomym, zaproszonym do świata Dawida Podsiadło, który jest momentami dziwny, innym razem przerażający a za chwilę niepokojąco depresyjny. Mimo to, nie chcę z tego swiata wychodzić. Może to tylko efekt zaskoczenia? Jeszcze nie wiem, ale ciesze się, że wygrał ten program i będzie mógł muzycznie wyciągać czternastolatki z otchłani beznadziejnych popowych pioseneczek, w której siedzą;)

Advertisements
Tagged

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: