Tag Archives: covers

Covers covers, what is wrong with you?

Image

Generalnie mam problem z coverami. Nie umiem do nich podchodzić “na świeżo”. Zawsze z tyłu głowy włącza mi się wersja oryginalna i wtedy prawie każdy cover brzmi niestety jak nieudana imitacja. Ale istnieje kilka wykonań, które powalają, z wielu różnych powodów.

Cover może z beznadziejnej piosenki zrobić małe arcydzieło, a już z pewnością coś, czego miło się słucha:

Może też udowodnić, że wykonawca dysponuje o wiele lepszym warsztatem muzycznym, niż mogłoby się wydawać:

Albo obalić teorię, że pewnych utworów nie powinno się coverować (którą mocno potwierdzają uczestnicy jednego z komercyjnych talentshow)

Może też poprostu powalać i wzruszać prostotą i pięknem wykonania

Są też covery, które wrzucają w “czerstwe” (lubię to słowo) piosenki nowe życie

Albo nadają utworowi zupełnie nowe znaczenie, zabierając słowa

I takie, które zwyczajnie są ładne

Mimo to, zawsze lepsze jest świeże danie niż takie odgrzewane, nawet jeśli jest profesjonalnie przyprawione.

Tagged , ,

Męska wojna

Jamie+Cullummichael_buble_1186802

Dzielą ich cztery lata, tysiące kilometrów i kilka wydanych płyt. Obaj są uważani za “najlepszych”, “najzdolniejszych”, obsypywani nagrodami i uwielbieniem fanek. Obaj bawią się w covery, udowadniając, że z każdej piosenki da się zrobić coś intrygującego. Mają podobne ciepłe barwy głosu i nieodparty urok a do tego równie sprawnie radzą sobie w jazzie (a to nie łatwe). I od kilku lat toczą w mojej muzycznej bibliotece zażarty bój.

Nie mogę się doczekać, kiedy posłucham nowej płyty Michaela i zobaczę Jamiego na żywo (już nie długo!). Może wtedy będzie mi łatwiej zdecydować, którego z nich wielbię bardziej?:)

vs.

Tagged , , , ,

Jak wycisnąć łzy z Roberta Planta?

Image

Jak doprowadzić Roberta Planta, wokalistę Led Zeppelin do łez? Okazuje się, że nie wystarczy wyrwać go z jego naturalnego środowiska, ubrać w smoking i muszkę, obwiesić cały  Led Zeppelin medalami na kolorowych wstęgach, usadzić ich w loży honorowej i kazać odbierać hołdy. Organizatorom Kennedy Awards jednak się udało.

Proces wzruszania, przewrotnie należy zacząć od dobrego żartu. Jack Black, wybrany do początkowego rozśmieszania nie zawiódł i wywołał swoimi żartami kilka salw śmiechu, twierdząc między innymi, że bohaterowi gali są lepsi nawet od Tennasious D. Po zdrowej dawce śmiechu nadeszła pora na powrót do przeszłości i wspominanie początków i kariery, za pomocą pięknie i efektownie zmontowanego filmu, który został przyjęty owacjami na stojąco.

Wywołanie muzycznych wzruszeń było chyba najtrudniejszym punktem wieczoru. Coverowanie hitów przed ich autorami wymaga najlepszych z najlepszych, ale także na tym polu organizatorzy nie zawiedli.  Foo Fighters zaciekawili nie tylko zamianą miejsc wokalisty i perkusisty. „Rock and Roll” w ich wykonaniu sprawiło, że wszystkie poważne głowy zgodnie kiwały się w takt muzyki. Kid Rock i jego wersja „Ramble On” wywołała zaciekawienie  na twarzach Planta, Page’a i Jonesa i doczekała się głośnych oklasków. Później na scenę wyszedł powitany okrzykami publiczności i szerokim uśmiechem Zeppelinów Lenny Kravitz. Podczas jego występu obecny na Sali wraz z małżonką Barack Obama nie tylko śpiewał ale także wygrywał na ramieniu swojej żony gitarową solówkę. Po tak potężnej dawce dźwięku garda Roberta Planta była już opuszczona i wtedy nadszedł decydujący cios. W półmroku rozbrzmiały pierwsze dźwięki „Stairway to Heaven” a na scenie pojawiła się wokalistka Heart W z gitarzystką. Na widowni zapanowała absolutna cisza a wokalistka tylko swoim głosem budowała napięcie, którego punkt kulminacyjny osiągnięto gdy dołączyła do niej orkiestra symfoniczna i potężny chór. Utwór urwał się równie niespodziewanie jak się zaczął i w momencie w którym syn perkusisty zespołu- Jason Bonham złapał talerze z oczu Planta popłynęły łzy. Wzruszenie panowało w całej sali a ostatnie dźwięki utworu, wyśpiewane a capella dopełniły dzieła i stały się pięknym zakończeniem najlepszego coveru tego wieczoru.

Led Zeppelin sprzedali swoje dusze diabłu, ale poezja ich muzyki zabiera każdego do raju. Sami posłuchajcie:)

Tagged , , , , ,

Honey, Margaret, Lisowska i kto jeszcze?


Image

“Bo ja cię kocham, a Ty mnie nie”; “Nie podawaj się!”; “Miłość przychodzi”; “La la la”; bla bla bla. Strasznie dużo mamy tego typu muzycznych słabości w naszym polskim eterze. Chwali się, że promujemy to co nasze, młode i względnie ładne. Tylko czy szafiarka, aspirująca aktorka, celebrytka, modelka i Bóg wie kto jeszcze, może być INTERYGUJĄCĄ wokalistką i artystką? Jak dla mnie może być co najwyżej piosenkarką a to jest ograomna różnica.

Mamy w Polsce coś wartego uwagi i nieporażającego infantylnością i chamskim popem? Okazuje się, że mamy! I warto się temu zjawisku dokłądniej przyjrzeć. Płyta nazywa “First Flight” i jestpierworodną córką 18- letniej Soni Kopeć i producenta Emila Blanta. Jej świeża pełnoletność jest tu kluczowa, gdyż przez teksty przebija niesamowita dojrzałość i świadomość padających słów. Słuchając ma się wrażenie, że nie Sonia nie tylko wie co śpiewa, ale podbudowuje to własnymi emocjami.

Delikatny wokal i piękne aranżacje (dużo pianina, ale pojawia się także saksofon a nawet elektroniczne dźwięki) z łatwością podbijają serca. Znajdą się tacy, którym będzie się ona kojarzyła ze stylem Reginy Spector, innym z Tori Amos a nawet Eva Cassidy. Skądkolwiek by nie czerpała wyszło z tego coś na tyle intrygującego, że zostanie w mojej playliście. (Nawet cover The Connells “’74 – ’75” brzmi bardzo dobrze. O dziwo!) Pierwszy lot Holly Blue jest sukcesem, oby drugi nastąpił szybko i był conajmniej porównywalnej jakości:)

Tagged , , , ,